Sabbath5Waciwa na strone

 

The Music :

1. Night on Bald Mountain ( music Jarek Adamów )

2. Sabbath of the Witches ( music Jarek Adamów )

3. Neverending Story ( music Jarek Adamów )

 

100% studyjne nagrania na żywo

Wykonawca :

Jarek Adamów : kaval, lira korbowa, klarnet

 

Te kompozycje są bardzo mocno zainspirowane polską tradycją, legendami i wiekowymi podaniami.

Sławne miejsce zgromadzeń jest Łysa-góra w Sandomierskiem. Tam we Czwartek po nowiu księżyca, z odległych stron Polski, spieszą czarownice na biesiady. Wpierwej wszelako, ażeby wylatując kominem z domu, mogły się unosić w powietrzu, smarowały ciało tłustością z dzieci przed chrztem uduszonych, a dosiadłszy starej miotły wymawiają zaklęcie

 

                 „ Płot, nie płot, - wieś, nie wieś, Biesie nieś !”

 

Lecącą w powietrzu czarownicę lud nazywa wiedmą, wiedźmą. Jakkolwiek daleką ma ona drogę, prędko na Łysej-górze stanie, na uciechy i bankiety z djabłami.

 

Tam po traktamencie, ( jak wyraża Stanisław Duńczewski w Kalendarzy polskim i ruskim na rok 1759 ) pokłoniwszy się czartu, śpiewając pieśni wszeteczne, a zgasiwszy świece, z czartami i mężczyznami spółkując, bankiety swe benedykują, wzywając Belzebuba. Przysmaki jakie na Łysej-górze czarownice i djabły zjadają, nie znane są ludziom, albowiem zaraz zmieniają swą postać. Powieść ludu opisuje, że wieśniak jeden nie dostrzeżony od czarownicy, na jednej z nią miotle dostał się na Łysą-górę ; napełnił kieszenie i torbę ciastkami i potrawami. Jak powrócił do domu, patrzy ciekawie, aż tu wszystko zmieniło się w gnój koński

 

Na tych zgromadzeniach czarownic na Łysej-górze, ma się znajdować Bobo. Jest to mały dziwotworek kudłaty, wzrostu dziecka rocznego, a starej twarzy, często przybierający postać na siebie kota lub capa.

 

Takowe zgromadzenia czarownic nazywano sejmem. I był to sejm wesoły, bo do tańców zachęcały kobzy, dudy, liry i bandurki. Jeżeli która chciała wiedzieć przez sen, co sie na granicy ( to jest Łysej-górze ) dzieje, w czasie takowego sejmu, kładła się na bok lewy, i wszystko widziała. Gdyby zaś sejm umówiony z czartem, w dzień przypadał, a nie mogły być na nim ( czarownice ) dla jakowych przeszkód, wtedy biorą gruby dym w gębę, który trzymając, wszystko jak na dłoni widzą.

 

Do starożytnych podań należy wieść dotąd w obiegu będącą, że czarownica doji dzwon kościelny, w wigilię św. Jana lub nocą, dobywa zeń mleka, ze szkodą tej obory, na którą wtedy pomyśli. W jednym z najdawniejszych dyjalogów ( „ Rozmowy polskie łacińskim językiem przeplatane, rytmy ośmiorzecznemi słożone. Wybijano w Krakowie lata Bożego 1553” ) wyprowadzona na scenę Czarownica przyznaje się do tego rodzaju winy :

 

                                            „ W wiliją świętego Jana,

                                               dojiłam mleko ze dzwona ;

                                               ale tylko jeden szkopiec,

                                               bo mi nie chciało więcej ciec.”

 

Nie nowina i teraz ( jak uczą stare klechdy ), zobaczyć latające w powietrzu czarownice ; wszakże nie każde oko potrafi je dojrzeć, bo umieją oczy zatumanić i być niewidzialnemi.

 

                                                                             Oskar Kolberg,

                                                                           nineteenth century ethnographer

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

JoomShaper